Aniele Mój, czyli przeliczamy trasę

 Aniele Mój, kiedy myślę sobie, że jesteś ze mną od pierwszej sekundy mojego życia i będziesz do ostatniej sekundy, to bardzo Cię podziwiam.

 Serio. Nie wiem jak to możliwe. Bo ja sama bym już zdezerterowała. Nikt jak ja nie wie jak ciężko ze mną wytrzymać. No może mój Narzeczony.

 Ty jednak jesteś od zawsze. Widziałeś wszystkie największe wtopy, porażki, żenady, smutki. A nie zwątpiłeś we mnie i robisz wszystko, abym na końcu życia doszła do Nieba. 

 

 

Wiem, że tak naprawdę nie jestem świadoma ile razy mnie uratowałeś, ilu cudownych ludzi postawiłeś na mojej drodze. Wiem, że to Ty.

 Czasami mnie wkurzasz, bo chciałabym szybciej pewne rzeczy wiedzieć i nie chodzić takimi okrężnymi drogami.

 Chcesz powiedzieć, że sama wybieram te okrężne drogi?

 Nieprawda, chcę iść najprostszą drogą, ale Szef nie ułatwia wyboru tej drogi. I czasami się gubię jak na cmentarzu. Zresztą sam wiesz dobrze. Znasz moją orientację w terenie. Jest ciężko. Pewnie dlatego chodzę po krzakach. Całe szczęście ciągle chce Ci się mnie wyciągać z nich. 

 

 

Aniele Mój, chcę prosić Cię, abyś nadal mnie tak wyciągał, gdy się zgubię. Bo czasami się gubię, czasami chcę dobrze, a wychodzi jak wychodzi. Wiem jednak, że bez Ciebie to sobie nie poradzę na tej drodze do Nieba. A całą sobą pragnę tam dojść, ale czuję się taka mała i boję się, że nie doskoczę. Potrzebuję Twoich natchnień, które popularnie zwą się intuicją. Wiem, że Ty stoisz za nią u mnie. Są tacy co mówią, że to przypadek, ale ja mam pewność, że ten przypadek to mój Anioł Stróż. Niech sobie w to nie wierzą. Ja swoje wiem – jak zwykle zresztą. Co Ci będę mówiła, wiesz jak jest. Uparta Ania wie swoje i ciężko przegadać. Nie wiem jak Ty sobie ze mną radzisz, naprawdę. 

 

 

Czasami sobie wyobrażam, że macie takie spotkania anielskie i każdy może ponarzekać na swojego podopiecznego. Jednocześnie dzielicie się protipami. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo wskazana taka pomoc i wsparcie.

 Dobra, nie zawracam Ci już głowy, bo i tak masz ręce pełne roboty. Pewnie próbujesz nastawić mój GPS na właściwą drogę, bo ja co chwilę zbaczam z tej wytyczonej, i trzeba przeliczyć trasę.  

 

Herbatka nocą, czyli to skomplikowane

 Zdarzają mi się takie wieczory jak ten.

Powinnam już spać. Zwykle śpię o tej porze. A jednak nie dzisiaj. Coś nie daje mi spokoju. Coś sprawia, że nie mogę spokojnie usnąć w ramionach Morfeusza.

A ja wiem co to oznacza.

Dziwnym trafem moje palce doskonale teraz pasują do klawiatury. Wybiegają nawet wcześniej niż moje myśli, a może to właśnie moje myśli kierują palcami na właściwe klawisze?

 

Po tak długiej przerwie od pisania zawsze jest tak samo. Ogromny głód liter. Ogrom myśli w sercu. Ogromna tęsknota.

Czasami to moje pisanie wydaje mi się bez sensu. I przestaję pisać. Ale zawsze wracam. Wracam, bo to moje pisanie jest dla mnie wszystkim. Bez tego nie ma mnie. Miejsca mojej pracy zawodowej się zmieniają. Przez ostatnie trzy lata pracowałam w czterech zupełnie innych miejscach, ale pisanie jest ciągle. Czasami bierzemy separację, ale zawsze się godzimy. W statusie naszego związku dałabym: „To skomplikowane”.

Uwielbiam układać literki w wyrazy, wyrazy w zdania, a zdania w akapity. Jestem niczym kucharka. Trochę soli, pieprzu, a tam szczypta oregano. To ja decyduję jaka przyprawa i w jakiej ilości. Tworzę moje własne przepisy. Zawsze układam je z sercem, bo tylko to, co z serca ma sens. Tu czuję moją sprawczość. 

 

Każdy z nas ma coś takiego. Może dla Ciebie to malowanie, szycie, fotografia, gotowanie. Albo zupełnie coś innego. Ale wiesz, że bez tego nie ma Ciebie. Nie rezygnuj. Coś, co jest w naszym sercu głęboko wyryte warte jest wysiłku. Zawalcz o to. Na poważnie. 

Nocą za pisaniem tęsknię najbardziej.