A ja wolę moją mamę, czyli 10 pomysłów na prezent z okazji Dnia Mamy


26  maja już coraz bliżej. Chcemy w tym dniu pokazać naszym mamom, że o nich pamiętamy i doceniamy ich trud jaki włożyły w nasze wychowanie. W końcu jak śpiewał Młynarski:

Ona jedna dostrzegała

w durnym świecie tym jakiś ład!

własną piersią dokarmiała,

oczy mlekiem zalewała...

Wychowała jak umiała

a gdy wyjrzał już człek na świat ,

wziął swój los w ręce dwie,

i nie w głowie mu było że...

...Nie ma jak u mamy ciepły piec cichy kąt !

Nie ma jak u mamy kto nie wierzy robi błąd!

Nie ma jak u mamy cichy kąt ciepły piec!

Nie ma jak u mamy kto nie wierzy jego rzecz!



Chcemy więc w sposób szczególny tego dnia wyrazić swoja wdzięczność. Jednak kwestia wyboru prezentu, zwłaszcza na prawie ostatnią chwilę nie jest sprawą prostą. W końcu mamie nic nigdy nie potrzeba, bo ona przecież wszystko ma.

No tak.

Ale nie martwcie się, przychodzę już z pomocą. Przed Wami 10 pomysłów na prezent dla mamy!

    Wykupienie zabiegu kosmetycznego dla mamy

Nie czarujmy się, to jest ostatnia rzecz, o jakiej nasza mama pomyśli dla siebie. Zwykle są rzeczy ważniejsze albo po prostu szkoda jej na to pieniędzy ( przecież zawsze można kupić coś pożyteczniejszego jak np. nowy mikser).

Książka

Dla mnie to oczywiście zawsze pomysł nr 1 😁 No kto może się nie ucieszyć z nowej książki? Proste. Pamiętajcie jednak, że ma to być prezent dla mamy i ją ma ucieszyć, wiec stawiamy na literaturę, którą lubi mama. A na  początku zadajemy sobie pytanie, czy nasza rodzicielka w ogóle lubi czytać. To jest podstawa. Czasem chcemy kupić książkę komuś na prezent, bo przecież to uniwersalny pomysł, a okazuje się, że obdarowany raczej stroni od literatury. I mamy zonk. Zalecam więc ostrożność i zadanie sobie pytania, czy ten prezent spodoba się obdarowywanej, przy każdej z propozycji.


    Herbata lub kawa

To również kolejny z uniwersalnych prezentów. Moim zdaniem nawet bardziej uniwersalny niż książka. Trzeba tylko wiedzieć kawa czy herbata. No i jaka kawa/herbata. A może jakaś nowa, którą mama się zachwyci?

     Płyta z ulubioną muzyką

To kolejny z prezentów, który dla naszej mamy może być „ekskluzywny”. W końcu nie jest to coś, co może przydać się w domu, a zatem będzie tylko dla niej. Więc zdecydowanie warto! 

     Zrobienie fotoalbumu

To prezent, którego nie załatwimy na ostatnią chwilę i warto pomyśleć o nim trochę wcześniej. Ma on niewątpliwie ogromną wartość sentymentalną i mama będzie mogła do niego wracać i wracać. Takie pamiątki zawsze będą cieszyły obdarowanego i na pewną wywołają uśmiech i łzy wzruszenia.

Perfumy

Która kobieta się z nich nie cieszy? Osobiście nie znam takiej. Nie możemy zapomnieć, że nasza mama to kobieta i taki prezent na pewno ją ucieszy. W drogeriach teraz aż roi się od zestawów na Dzień Mamy, wiec wybór jest naprawdę spory.

Biblia dla kobiet

Jeśli już mowa o kobiecości. Osobiście ja jestem zachwycona Biblią dla kobiet wydaną przez Edycję św. Pawła. Naprawdę jest ono bardzo eleganckie i kobiece, a dodatkowo opatrzone dodatkami stworzonymi przez kobiety. Z całego serca polecam, a widziałam na instagramie wydawnictwa, że przygotowali dwa specjalne pakiety z Biblią na okazję Dnia Mamy. Zapraszam Was, więc na stronę Edycji.

Link do pierwszego pakietu: https://bit.ly/36k5P3e
Link do drugiego pakietu: https://bit.ly/2ycGiMy



    Zabranie mamy na obiad/ kolację do restauracji

Nie muszę chyba mówić, że to czas spędzony wspólnie będzie najlepszym pomysłem na prezent. Ponieważ otworzyli nam już restauracje, spokojnie można wybrać się z mamą na obiad lub kolację, i po prostu pobyć ze sobą i porozmawiać. Takie chwile są najbardziej bezcenne, i zapamiętane na zawsze.

    Wykupienie sesji foto dla mamy i córek

Nie jest to prezent najtańszy, ale myślę, że warto w niego zainwestować. Pamiątka będzie na lata, a myślę, że zabawa podczas sesji może być przednia. I dla nas, i dla mam. Poza tym istnieje taka możliwość, że ostatnia sesja fotograficzna na jakiej była to ta z jej własnego ślubu. 
                              
     Bon na zakupy

Na koniec zostawiłam pomysł, który jak najbardziej nadaje się na za pięć dwunastą, a także wtedy, kiedy inne pomysły nie wydają nam się dobre. Czasem faktycznie lepiej zafundować mamie bon i ona sama będzie mogła wybrać sobie coś, co jej się podoba niż zaiwestować w nieudany prezent.
Jedna tylko moja uwaga: trzeba przypilnować rodzicielkę, aby bon się nie przeterminował :)

Który z pomysłów do Was przemawia? A może dodalibyście coś do tej listy?

Myśl - słowo - czyn


Odkąd pamiętam słowa miały dla mnie znaczenie. Nigdy nie lubiłam rzucać ich na wiatr. Zawsze COŚ dla mnie znaczyły. 

Pewnie dlatego nie lubię jak czasami wypowiem nieodpowiednie. Strasznie mnie to wtedy męczy.

Myśli i słowa

Od myśli do słów wcale nie jest taka daleka droga. Słowa pozwalają nadać myślom ich istnienie. Dopóki myśli nie ubiorę w słowa, wydają mi się nierzeczywiste. Dopiero, kiedy je napiszę lub powiem komuś, nabierają mocy urzędowej. Istnieją. Nie są już jedynie w mojej głowie, ale wychodzą na zewnątrz. Nawet, jeśli  to jest tylko zapisanie ich na kartce czy w pliku tekstowym na komputerze. Nieistotne. Są zwerbalizowane. Właśnie! Słowa to werbalizacja tego, co nosimy.

 
Między słowami

Czasem nawet nie chodzi o to co powiemy, ale to jak to powiemy. Nieraz nasze myśli są ukryte między słowami. W niedopowiedzeniu. To tak jak w książkach. Czasem autorzy kończą swoją powieść dając takie trzy kropki na końcu. Wtedy to czytelnik może sobie wyobrazić koniec. Tak naprawdę może się wtedy poczuć jak pisarz i dopisać swój koniec historii. Szczęśliwy bądź nieszczęśliwy. To, co dopiszemy zależy od nas. A na to ma wpływ nasz stan psychiczny, marzenia, doświadczenia życiowe, preferencje czytelnicze, sympatie i antypatie. Wszystko to dzieje się między słowami. 
 
Słowa ucieczką?

Jednocześnie słowa tak wiele umożliwiają i tak wiele komplikują. Czasem wydaje mi się, że przez zwerbalizowanie mojej myśli – ubranie jej w słowa – odziera ją to z wyjątkowości. Nie jest już taka odkrywcza.
Dlatego łatwiej uciec w cudze słowa. W serial ( to też w pewnym stopniu słowa), w książkę, w artykuły blogowe, w podcasty. To wydaje się bezpieczne. Jednocześnie otwiera inny świat przed człowiekiem. Tym razem cudzy, a jak wiadomo zawsze łatwiej zagłębić się w czyimś świecie, niż dotrzeć do głębi własnego.


Jest tylko jedno ALE.

Nasz własny świat zawsze nas dogoni. Nie teraz, to za jakiś czas. Mamy niezałatwioną sprawę? Ona wróci. Nie teraz, to za 3 lata. Bo od siebie uciec się nie da. Choćbyś wyjechała do Australii – od siebie nie uciekniesz. 

Dlatego warto się zmierzyć ze swoimi myślami. Nie bać się i ubrać je w słowa, a następnie wcielić w czyn. Taką mamy kolejność: myśl – słowo – czyn.  Tego ostatniego elementu nie można pomijać, bo któregoś dnia będziemy wracać do tego. Niezrealizowane myśli i słowa wracają.


Zmierz się ze słowami

To jedyne antidotum. Stanąć twarzą w twarz ze swoimi słowami. Zmierzyć się z nimi i nie uciekać. Bo one w tyle głowy będą. Odezwą się wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy i zaatakują.
Słowa mają moc. Potrafią zmienić nasze życie. Nie uciekaj przed ich realizacją. Przekuj je w czyn. Ciężkie to? To nie takie proste jak mi się wydaje? No coś Ty! Naprawdę myślisz, że nie mam pojęcia o tym? Mam. Wiem jednak, że inaczej po prostu się nie da. Inaczej będzie to Cię zabijać od środka i pojawi się niepokój w codziennym życiu. A nie ma nic gorszego niż to.

Nie pozwól, aby niepokój i lęk się rozgościł w Twoim życiu.

Książka przy herbatce [13] Kobieta w wielkim mieście


„Kobieta w wielkim mieście” to książka, na którą czekałam bardzo długo. Jak tylko pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Nie jest to jednak książka, którą czyta się jednym tchem.  Mnie czytanie jej zajęła prawie tydzień, ale były takie momenty, że musiałam odłożyć książkę i parę rzeczy przemyśleć.

Kasia Olubińska przygotowała dla swoich czytelniczek książkę, którą można pić jak kawę w najlepszym towarzystwie: bardzo powoli, dawkując sobie przyjemność i wsłuchując się w głos naszego rozmówcy.


„ Kobieta w wielkim mieście” to zbiór wywiadów z ośmioma kobietami, przeplatanych felietonami autorki. Wszystko to podane mamy w estetyczny, bardzo kobiecy sposób. Bohaterkami tej książki są kobiety, które znać możemy ze szklanego ekranu, które wydawać by się mogło, prowadzą sielskie życie pozbawione jakichkolwiek problemów. Jednak rozmowa z każdą z nich pokazuje, że do ich sukcesów zaprowadziła ich ciężka praca podejmowana każdego dnia. Tego ze szklanego ekranu się nie dowiemy. W końcu to się tak dobrze nie sprzedaje. Tak samo jak ich wiara, która dawała im siłę do tego codziennego wysiłku i podążania za swoimi marzeniami.

W tej książce każda z nas kobiet może znaleźć coś dla siebie. Kasia Olubińska zadbała o to, aby pokazać nam kobietom jak jesteśmy różne i takie same jednocześnie. Przeprowadziła rozmowę  z singielkami, żonami, mamami.  W którejś z tych ról, każda z nas się odnajdzie, i zauważy, że bohaterki tej książki przeżywają podobne rozterki jak my, kobiety z (nie) wielkiego miasta.
Moją uwagę szczególnie przykuła rozmowa z Joanną Jędrzejczyk, Martą Żmudą Trzebiatowską i Anią Dec. Wspólnym mianownikiem rozmów tych kobiet z wielkiego miasta jest podążanie za swoimi marzeniami i nie poddawanie się.  Joanna Jędrzejczyk mówi: Każdy z nas – kobieta i mężczyzna – zasługuje na to, aby robić to, co mu się w życiu podoba. I każdy z nas powinien dążyć do tego, aby być osobą, którą chce być. Marta Żmuda Trzebiatowska doda: Choćby ci mówili, że się nie nadajesz, jeśli ty wierzysz, że to twoja droga, idź po swoje. Zaś Ania Dec zachęca: Trzeba głośno mówić o swoich marzeniach i nie słuchać tych, którzy się śmieją.



Podsumowanie

Zdecydowanie jest to dobra książka na czas wielkanocny. Daje nadzieję. Umacnia. Podejmuje także trudniejsze tematy jak przemoc domowa, budowanie związków, zazdrość oraz wiarę. Ale właśnie z tego składa się nasze kobiece życie. Ma ono bardzo wiele barw, a my wszystkie jesteśmy tak różnorodne i piękne dzięki temu. Jeśli miałabym w jednym zdaniu wskazać, co jest głównym tematem tej książki, powiedziałabym, że piękno, które jest w każdej kobiecie. To światło, o którymi mówiła Ania Dec w rozmowie z autorką książki:

Kobiecość to światło. Jest inne u każdej z nas i każdą z nas definiuje. To blask, którym emanujemy przez całe życie. Może być bardzo subtelny, ale jesteśmy go świadome. Kobiecość to dojrzałość, wartości, przemyślane wybory. To coś, co sprawia, że promieniejemy pięknie wewnętrznym światłem.

Wróć do Galilei!

Wróć do Galilei. Dzisiejszego wieczoru te słowa odbijają się echem w moim sercu.

Wszystko za sprawą nowych, paschalnych rekolekcji o. Szustaka.

 

Każdy z nas ma swoją Galileę. Swój początek. Wydarzenia, które nas ukształtowały. Sytuacje, które były naszym początkiem.  Ja nawet w nocy obudzona z najbardziej głębokiego snu potrafię wskazać datę takiego wydarzenia. 16.04.2010r. To ważna data dla mnie. Szczególnie w tym roku, bo mija od niej dokładnie 10 lat, a doskonale pamiętam ten dzień, te emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Wiem, że to wydarzenie sprzed dekady doprowadziło mnie do miejsca w którym jestem dzisiaj.  Nie mam wątpliwości, że to jest prawdziwe.  To był dzień, w którym otworzyłam moje serce Panu Bogu, ale też innym ludziom. I zmieniło się wtedy absolutnie wszystko. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, że w końcu żyję i jestem w tym miejscu, w którym powinnam być. To był dzień, kiedy pierwszy raz przyszłam na oazę w mojej ówczesnej parafii. I jak mawiał klasyk, tutaj się wszystko zaczęło: przyjaźń się zaczęła, rozwijanie relacji z Bogiem się zaczęło, pierwsza miłość się zaczęła, studia się zaczęły.


Jednak moja Galilea to nie tylko wydarzenia. To też moje pasje – rzeczy bez których nie umiem żyć, a jednocześnie czasami tak bardzo się ich boję. Choć nie do końca ich się boję, ale mojej nieumiejętności, tego że nie jestem wystarczająco dobra w tym. Nawet pisząc ten tekst się z tym zmagam.  Mimo wszystko nie rezygnuję: upadam i powstaję. Poddaję się i wracam. Zawsze do tego wracam. Nie umiem bez tego żyć.  Chyba to doskonale potwierdza prawdziwość tego.
Do Galilei zawsze się wraca, bo tam jest nasze serce.